Przejdź do głównej treści

Metanoia

Bańka

Bańka

Trzymałam ją lekko, jak sen na dłoni,
jak echo pragnienia, co w ciszy się chroni.
Szepczące słowa w spojrzeniu dnia, a dziś już wiem, to była gra.

Bańka. Iluzja. Odbicie słońca na wodzie.
To trwało chwil kilka i dłużej, nim pękło. Złudzenie.

Złudzenia są ciepłe, miękkie jak mgła,
łatwo je kochać, trudniej pozwolić im spaść.
Ale dziś już to wiem. Puszczam.

Nie składam z cieni więcej historii.
Niech wiatr je porwie, niech milczą bez formy.
Bo tylko to, co istnieje naprawdę,
nie znika. Jest obecne w codzienności życia.

A wspomnienia?
Jak bańki unoszone w przestrzeń
tak piękne, że aż boli, gdy pękają bezpowrotnie.

Antonina Wieczorek