24 lut Rozsypałam się
Rozsypałam się na kawałki.
Proces niby przewidywalny, oczywisty
a jednak zaskoczył.
Bo przecież to ja.
Najpierw były drobne rysy.
Ciche sygnały.
Zmęczenie, które przykryłam ambicją.
Ciężar powinności.
Ciężar myśli.
Ciężar wyimaginowanych oczekiwań.
W pędzie nie zauważyłam,
że zaczynam pękać.
Myślałam: dam radę.
Nie dałam.
Zamknęłam oczy.
I nie miałam już siły ich otworzyć.
Nie chciałam.
Potrzebowałam czasu.
Ciszy.
Nicości bez ciężaru grawitacji.
To, co było odeszło
nie przetrwało.
I dobrze.
Musiało umrzeć.
Wróciłam inna.
Dojrzalsza.
Silniejsza.
Z nowym fundamentem
I spokojem,
którego tak potrzebowałam.
Dzisiaj mogłam szczerze powiedzieć: rozumiem. Wcześniej tylko się domyślałam.
Antonina Wieczorek