Przejdź do głównej treści

Metanoia

Rozsypałam się

Rozsypałam się

Rozsypałam się na kawałki.
Proces niby przewidywalny, oczywisty
a jednak zaskoczył.
Bo przecież to ja.

Najpierw były drobne rysy.
Ciche sygnały.
Zmęczenie, które przykryłam ambicją.

Ciężar powinności.
Ciężar myśli.
Ciężar wyimaginowanych oczekiwań.

W pędzie nie zauważyłam,
że zaczynam pękać.
Myślałam: dam radę.
Nie dałam.

Zamknęłam oczy.
I nie miałam już siły ich otworzyć.
Nie chciałam.

Potrzebowałam czasu.
Ciszy.
Nicości bez ciężaru grawitacji.

To, co było odeszło
nie przetrwało.
I dobrze.
Musiało umrzeć.

Wróciłam inna.
Dojrzalsza.
Silniejsza.

Z nowym fundamentem
I spokojem,
którego tak potrzebowałam.
Dzisiaj mogłam szczerze powiedzieć: rozumiem. Wcześniej tylko się domyślałam.

Antonina Wieczorek